Dynamiczny rozwój społeczności i wzrastające zapotrzebowanie na energię sprawia, że powinniśmy o wiele bardziej zaangażować się w działania ekologiczne. Jednak nie wszystko, co do nas dociera, okazuje się być prawdą. Dlaczego warto weryfikować dane? Oto kilka przykładów eko-kłamstw. 

Elektrownie atomowe są niezwykle niebezpieczne

Takie przekonanie to wynik awarii reaktora atomowego w Czarnobylu (1986 rok) i zniszczenia elektrowni w Fukushimie po tsunami (2011 rok). Awarie te były przyczyną śmierci osób przebywających w pobliżu elektrowni oraz biorących udział w akcjach ratunkowych. Prawdziwym danym na temat liczby ofiar i wzrostu zachorowalności popromiennej przeciwstawiają się propagandowe slogany zawyżające szkody wywołane awariami.

Nie od dziś wiadomo, że telewizja żywi się sensacją, zagrożeniem i podsycaniem niepewności. Stąd prezentowanie skrajnych stanowisk na temat bezpieczeństwa elektrowni atomowych. Jednak w powstawaniu elektrowni, główną rolę odgrywa nauka i wiedza techniczna specjalistów, a liczba i historia wypadków jest bardzo krótka. Elektrownie atomowe można zaliczyć do najbezpieczniejszych i jednocześnie tanich źródeł energii elektrycznej, które przy odpowiednich procedurach zachowują nieporównywalną do innych form pozyskiwania energii czystość środowiska.

Sprowadzanie upraw ogranicza emisję CO2

Naukowcy z wielu krajów prowadzą badania nad śladem węglowym powstającym w ramach upraw roślin i hodowli. W niektórych przypadkach lepiej przetransportować przez pół świata jakiś konkretny gatunek niż rozpocząć hodowlę u siebie w kraju. Na ślad węglowy składają się:

  • paliwo lotnicze,
  • sposób wykorzystania gleby i rodzaj nawodnienia,
  • rodzaj nawozu,
  • rodzaj wykorzystywanego transportu naziemnego,
  • pogoda oraz pora roku wegetacji roślin.

 

Podczas badań stwierdzono, że lepiej sprowadzać wino z Francji do Nowego Jorku niż korzystać z kalifornijskich upraw. Podobna prawidłowość zachodzi w przypadku jabłek – lepiej sprowadzać je z Nowej Zelandii do Europy niż tworzyć sady na miejscu. Odpowiada to za dłuższe nasłonecznienie terenów i wydajniejsze uprawy w Nowej Zelandii niż na Starym Kontynencie.

Czy w takim razie sprowadzanie wszystkich eko-warzyw (np. marchwi) z krajów Oceanii do Polski jest lepsze dla środowiska? Okazuje się, że nie. Oczywiście, część warzyw wykazuje mniejszy ślad węglowy (np. wspomniane jabłka), jednak to dobre wytłumaczenie do realizacji celów biznesowych. Wnikliwe sprawdzenie danych potwierdziło, że zabieg całkowicie mija się z ekologicznym celem.

GreenWashing – ekologiczne wprowadzanie w błąd

Ekologia i marketing to obecnie dwa wzajemnie napędzające się elementy. Próba wykorzystania niewielkiej świadomości i naiwności przybrała postać ekologicznych towarów. Zwykle produkty podlegające pod tak zwany greenwashing nie mają nic wspólnego z ekologią – poza odpowiednio stworzonymi kampaniami reklamowymi. Doszło do tego, że mamy problem w rozróżnieniu, co jest dobre dla środowiska, a co nie. 

Co zaliczamy do najczęstszych nadużyć greenwashingu

  • Niejednoznaczne etykiety bez wizualizacji produktu – np. „przyjazny dla środowiska” czy „zawiera produkty pochodzenia naturalnego”.
  • Slang lub para-naukowe określenia, które nic nie mówią konsumentowi.
  • Nadużywanie ekologicznych sugestii – jeden element produktu jest „eko”, a pozostałe toksyczne; podkreślanie wizerunku większą ekologicznością od konkurencji, np. detergenty przyjazne dla środowiska.
  • Brak ekologicznego profilu działalności – np. hotele i SPA spełniają standardy „eko”, choć nie do końca wiadomo, co to oznacza.
  • Oznaczenia – ekologiczne znaki na budynkach i produktach, np. zielony listek na elektrowniach węglowych.


Podsumowując

Ekologia jest teraz w modzie. Nawet jeśli mówi się o niej z dobrych pobudek, często nadużywa się jej atrybutów do osiągnięcia biznesowych celów. Jeśli chcemy chronić ziemię i nasze najbliższe otoczenie, musimy być świadomi prawdziwych działań na rzecz środowiska.